Ostrów Rock Festival 2026

FOTOKONCERT

Ostrów Rock Festival 2026

25/26 lipca 2026 - Ostrów Wielkopolski - Piaski Szczygliczka

Czy da radę wyjść na scenę, czy przetrwa cały koncert? Czy festiwal nie zakończy się małym skandalem? Nic z tych rzeczy! Ostrów Rock Festival zakończył się wielkim sukcesem! On wszedł na scenę, zawładnął nią, wbrew obawom dał swoim fanom to, na co czekali! Charyzmatyczny spektakl, wykreowany po trosze przez splot zdarzeń tuż przed występem, ale przede wszystkim przez Jego wielką osobowość. Nieco zagubioną w jego prywatnym, zamkniętym, mrocznym świecie. Johan Edlund, frontman Tiamat – wielka postać… Legendarna… To on był języczkiem u wagi w niedzielny wieczór 26 lipca 2026. I to on sam osobiście zamknął usta wszystkim niedowiarkom.

Koncert Tiamat na Ostrów Rock Festival 2026, będzie jednym z tych, jakie zapamiętam do końca życia. Tuż przed nim wszystko było sprzeczne i dosłownie nie trzymało się kupy, ale na scenie połączyło się w jedną WIELKĄ całość. Johan, pomimo ewidentnych problemów z samym sobą, pokazał jakim wielkim jest frontmanem, a zespół zagrał tak, jakby jutra miało nie być.

Ale tych niewiadomych, na ostrowskim festiwalu było więcej. Ten i ów twierdził, że nowy wokalista My Dying Bride nie da rady wejść w buty charyzmatycznego Aarona Stainthorpe. No pewnie, że nie dał rady! Tyle że on nawet tego nie próbował! Mikko Kotamäki na scenie był sobą. I dlatego właśnie koncert My Dying Bride okazał się świetną sztuką! Zagrali po mistrzowsku, co raczej było pewnikiem, a fani opuszczali koncertowy namiot naładowani nową jakością tej znakomitej formacji, jaką dał nowy frontman. Mikko zresztą stanął przed mikrofonem dwa razy, bowiem na co dzień jest także wokalistą Swallow The Sun, które dało znakomity koncert w niedzielnej części festiwalu. Muzycy z Finlandii potwierdzili to wszystko, co w trawie o nich piszczało. Zyskali szereg nowych fanów i potwierdzili swoje miejsce na szczycie.

Wiele osób, zwłaszcza stałych bywalców, przed imprezą obawiało się ostrzejszej muzyki. Ci, którzy przez to zrezygnowali z przyjazdu do Ostrowa, niech zapytają tych, którzy jednak zdecydowali się zaryzykować, czy to wszystko rzeczywiście było tak bardzo ciężkie i ostre w odbiorze?! Bo nie było!!! Trzeba tylko spróbować wspiąć się na nowy level. Dać szanse nowym dźwiękom. Jestem przekonany, że Ci, którzy spróbowali, zmienią teraz swoje podejście do „tej strasznej, nieznośnej mocy” w muzyce. Ale przecież i dla nich było wiele dobrych, bardziej subtelnych dźwięków. Let See Thin zgromadzili, jako „otwieracz” drugiego dnia doskonałą frekwencję. Nawet zatwardzili Metale stali, słuchali i z zadowoleniem chłonęli ich znakomity warsztat i kunszt. Zaprezentowali materiał przekrojowy, z dwóch dotychczasowych albumów. Przyznam szczerze, że dawno nie widziałem ich tak bardzo pewnych siebie na scenie. Zagrali wprost fenomenalnie! Lee Abraham i jego zespół z kolei, porwali wszystkich w świat melodyjnego neoprogrocka, i zaskarbili sobie serca wielu nowych fanów. Angielski gitarzysta jest w Polsce postacią bardzo lubianą, wszak występuje na co dzień w Galahad, a to dla nas w Polsce bardzo wyjątkowy zespół. Scardust, który imprezę otworzył, zachwycił wszystkich rozmachem, a Noa Gruman, przesympatyczna frontmanka obdarzona anielskim głosem, górowała nad sceną, jakby miała się za chwilę unieść na wielkich skrzydłach. Esthesis, goście z Francji, zagrali znakomity set, udowadniając, że nowoczesne granie spod znaku progrocka może być bardzo ciekawe i wcale nie musi być wtórne. Podobnie było z norweskim Avkrvst, któremu przybył na pewno jeden nowy fan, w postaci mojej skromnej osoby, choć jestem przekonany, że takich ludzików jak ja było w sobotni wieczór o wiele więcej. Młodzi muzycy zza Bałtyku pokazali, że coraz mocniej pukają do europejskiej czołówki.

Wielką osobowością sobotniej części festwialu był John Porter. Legendarny muzyk po 45 latach znów odpalił swój wiekowy helikopter i uniósł namiot pełen ludzi w górę, serwując dawkę rasowego rock’n’rolla i przy okazji udowadniając, że on jeszcze ostatniego słowa w muzyce nie powiedział! Życzyłbym każdemu muzykowi, by w tak zaawansowanym wieku potrafił jeszcze skakać na scenie i w tak skuteczny sposób wciąż umiał rozbawić publiczność.

Świetny koncert zagrali w niedzielę muzycy brytyjskiego Ihlo, proponując dźwięki z pogranicza progmetalu i djentu. Udowodnili też, że można zagrać ostrzej, można połamać dźwięki, a jednak wyjdzie z tego harmonia i melodia! Brawo!

Oprócz głównej sceny funkcjonowała także druga, zwana „małą sceną”. Nie jeden festiwal chciałby mieć ją jako tę główną, ale cóż począć. Stowarzyszenie Ostrowskie Progi, organizator imprezy nie lubi małych zabawek. Tu na pierwszy plan z pewnością wyszedł niemal pełnoprawny koncert powracającego po dłuuuugiej przerwie AION. Ci nie brali jeńców, i sprawili, że powietrze w namiocie, w którym odbywał się koncert, na chwilę lekko się zagotowało. Obok AION zagrali tam: Merdu i Haasta w sobotę oraz Konstelacje (świetny i za krótki koncert!), Damian Szewczyk i Imaginature.

Gastronomia, kiermasze, spotkanie z Krystianem Machnikiem – twórcą projektu Napromieniowani.pl, wystawa pięknych grafik Marty Hołdernej, konkursy, przyjacielskie spotkania… Wszystko to stworzyło wspaniałą, rodzinną atmosferę. A że wielu festiwalowiczów, było na Ostrów Rock Festival po raz pierwszy, zwiastuje to, że za rok trzeba będzie nieco przebudować ten malowniczy obiekt (żartuję rzecz jasna!).

Impreza zakończyła się wielki sukcesem. Zarówno artystycznym, jak i frekwencyjnym. Wypada tylko życzyć (choć autor tekstu jest tego pewny), że za rok w tym samym miejscu to się dopiero będzie działo!!!! Miasto Ostrów Wielkopolski, Powiat Ostrowski i Województwo wielkopolskie mają na swych włościach perełkę z wielkim potencjałem! I tego nie można schrzanić!!! 😉